Praca dyplomowa nie musi być traumą, a poszukiwanie wsparcia na rynku edukacyjnym to żaden wstyd – pod warunkiem, że trafimy na profesjonalistę, a nie oszusta.
O kulisach doradztwa akademickiego, najczęstszych błędach studentów oraz o tym, dlaczego sztuczna inteligencja wcale nie rozwiązała problemów z pisaniem prac, rozmawiamy z Pauliną, która na rynku usług edukacyjnych działa jako „Pomocna Sowa”.
Grzegorz Adamczewski: Kiedy wpisze się w wyszukiwarkę hasło „pomoc w pisaniu prac”, wyskakują tysiące anonimowych ogłoszeń. Ty zdecydowałaś się działać pod konkretną, ciepłą marką – „Pomocna Sowa”. Skąd ten pomysł?

Paulina: („Pomocna Sowa”): Pomysł na „Pomocną Sowę” zrodził się z obserwacji realiów akademickich. Na studiach zauważyłam, że na uczelniach brakuje mostu łączącego wiedzę teoretyczną studenta z technicznymi wymaganiami rynkowymi.
Sowa od zawsze kojarzy się z mądrością i spokojem, a „Pomocna”, bo właśnie to robię – podaję rękę w momentach największego stresu. Chciałam stworzyć bezpieczną przestrzeń, w której student nie jest tylko kolejnym „zleceniem”, ale człowiekiem potrzebującym realnego, merytorycznego wsparcia.
G.A.: Wokół Twojej branży krąży wiele kontrowersji. Gdzie dla Ciebie leży granica między legalną pomocą a przekroczeniem etyki akademickiej?
Paulina: To najważniejsze pytanie w tym zawodzie. Dla mnie granica jest absolutnie święta: nie piszę prac od zera za kogoś. Moja działalność to legalne doradztwo edukacyjne, korekta, redakcja i tutoring. Pomagam studentom poukładać myśli. Konstruujemy wspólnie plan, tłumaczę zawiłości metodologiczne, sprawdzam tekst pod kątem językowym i merytorycznym. Jeśli ktoś szuka „gotowca”, u mnie go nie dostanie. Moim celem jest to, aby student wyszedł z naszej współpracy z pełną wiedzą o tym, co ma w pracy, i bez problemu obronił ją przed komisją.
G.A.: Ostatnie lata przyniosły gigantyczną rewolucję technologiczną. Przeciętny student może dziś otworzyć ChatGPT i powiedzieć: „Napisz mi rozdział o motywowaniu pracowników”. Czy sztuczna inteligencja to dziś Twój największy konkurent?
Paulina: Wręcz przeciwnie! AI stało się generatorem… moich nowych klientów (śmiech). Kiedy ChatGPT zyskał popularność, wielu studentów pomyślało, że złapało Pana Boga za nogi. Rzeczywistość szybko ich jednak zweryfikowała. Sztuczna inteligencja potrafi napisać gładki tekst, ale na dłuższą metę halucynuje – wymyśla nieistniejące akty prawne, przepisuje z błędem definicje i tworzy fikcyjną bibliografię. Student, który bezrefleksyjnie skopiuje taki tekst, na seminarium przeżywa dramat, gdy promotor prosi o wskazanie konkretnej strony w książce, która… nie istnieje.
G.A.: Do tego dochodzi jeszcze system antyplagiatowy. JSA (Jednolity System Antyplagiatowy) potrafi już wykrywać teksty wygenerowane przez sztuczną inteligencję?
Paulina: Tak i robi to coraz skuteczniej. Uczelniane algorytmy JSA posiadają moduły do detekcji AI, które analizują strukturę zdań i przewidywalność tekstu. Studentom wydaje się, że oszukają system, ale współczynnik prawdopodobieństwa autorstwa sztucznej inteligencji natychmiast flaguje taką pracę na czerwono. Trafiają do mnie osoby przerażone, z płaczem, bo ich praca została zablokowana przez system. Moja rola polega wtedy na ratowaniu sytuacji – uczę ich, jak prawidłowo przetwarzać informacje, jak pisać własnym głosem i opierać się wyłącznie na rzetelnej, papierowej lub cyfrowej literaturze naukowej.
G.A.: Z jakimi jeszcze problemami, poza technologicznymi pułapkami, studenci zgłaszają się do Ciebie najczęściej?
Paulina: Najczęstszym problemem jest paraliż związany z brakiem czasu i samotnością w procesie pisania. Dzisiejsi studenci bardzo często łączą studia z pracą na pełen etat, czasem już z wychowywaniem dzieci. Gdy po ciężkim dniu siadają do komputera, dopada ich tzw. blokada czystej karty. Drugi problem to niestety relacja z promotorami. Często słyszę: „Promotor kazał mi poprawić metodologię, ale nie wytłumaczył, co robię źle”. Wtedy wchodzę ja – analizuję uwagi i tłumaczę je na prosty, zrozumiały język, pokazując ścieżkę naprawy tekstu.
G.A.: Czy rodzaj pracy – licencjacka, magisterska, inżynierska – wymaga od Ciebie innego podejścia?
Paulina: Zdecydowanie. Prace licencjackie bywają pierwszym tak dużym zderzeniem z tekstem naukowym, tam uczę studentów podstaw: jak poprawnie parafrazować, jak budować przypisy, jak korzystać z literatury. Prace inżynierskie to konkret – tam dominują projekty, obliczenia i tam kluczowa jest czysta logika wywodu. Z kolei magisterka to już wyższa szkoła jazdy, bo musi zawierać autorski element badawczy. Do każdego z tych wyzwań podchodzę indywidualnie.
G.A.: Gdybyś miała dać jedną, uniwersalną radę komuś, kto właśnie otwiera czysty dokument Worda i ma napisać pracę dyplomową – co by to było?
Paulina: Przestań myśleć o pracy jako o całości. Wizja napisania 60 czy 80 stron potrafi przytłoczyć każdego. Metoda małych kroków to klucz. Podziel pracę na etapy. Dzisiaj stwórz tylko strukturę planu. Jutro wybierz trzy książki. Pojutrze napisz jeden podrozdział na dwie strony. Kiedy zdejmiesz z siebie presję wielkiego dzieła, pisanie zaczyna iść płynnie. Żadne AI nie zastąpi Waszego krytycznego myślenia – a satysfakcja z samodzielnego przejścia przez ten proces jest ogromna. A jeśli na którymś etapie pojawi się ściana – warto poprosić o pomoc kogoś, kto spojrzy na tekst chłodnym, eksperckim okiem.
G.A.: Dziękuję za rozmowę. Życzę „Pomocnej Sowie” wielu sukcesów i samych obronionych na piątki studentów!
Paulina: Bardzo dziękuję i pozdrawiam wszystkich, którzy właśnie walczą ze swoimi pracami – dacie radę!

